Izrael szykuje się do konfliktu zbrojnego z Iranem!

Izraelski minister obrony wydał rozkaz izraelskim siłom zbrojnym, aby były gotowe do prowadzenia operacji przeciwko Iranowi w pełnoprawnym konflikcie zbrojnym. W praktyce jest to rozwinięcie decyzji podjętych w styczniu, gdy generał broni Awiw Kochawi zapowiedział, że konieczne jest opracowanie szeregu planów operacji przeciwko Iranowi i przećwiczenie w praktyce różnych wariantów prowadzenia działań wojennych.

Izrael szykuje się do konfliktu zbrojnego z Iranem!

Na linii Teheran–Jerozolima trwa od lat niewypowiedziany konflikt zbrojny na wielu teatrach działań, od operacji powietrznych, poprzez działania na morzu, na operacjach w sieci kończąc. 23 czerwca podjęto próbę ataku na jeden z najszybciej rozwijających się ośrodków gospodarczych w Iranie – miasto Karadż w ostanie Alborz, na północny zachód od Teheranu. W Karadżu istnieje również największy ośrodek produkcji wirówek dla zakładów nuklearnych w Fordo i Natanzie.

Oficjalne irańskie media państwowe poinformowały, że uderzenie się nie powiodło, ale irańska opozycja twierdzi inaczej: uszkodzono obiekt, w którym wytwarzane są części do wirówek. Niewątpliwie najciekawszym elementem tego ataku stało się wykorzystanie niewielkiego czterowirnikowego drona. Urządzenia tego rodzaju mają niewielki zasięg i mogą pozostawać w powietrzu przez stosunkowo krótki czas. Prowadzi to do wniosku, że dron wystartował z terytorium Iranu. Byłby to kolejny dowód na istnienie kanału przerzutowego uzbrojenia lub części składowych, które posłużyły do montażu drona na miejscu.

Na myśl przychodzi przede wszystkim sprawa użycia zdalnie sterowanego modułu uzbrojenia, który posłużył do zabójstwa Mohsena Fachrizadego – ojca irańskiego programu nuklearnego. Działko osadzono w module ważącym łącznie około tony. Cały zestaw przeszmuglowano do Iranu w kawałkach, a następnie złożono i przetestowano gdzieś w tajnej kryjówce.

– Iran może wówczas zdecydować, że chce wejść w posiadanie bomby jądrowej, potajemnie lub w sposób prowokujący – powiedział Kochawi w styczniowym przemówieniu na dorocznej konferencji think tanku Institute for National Security Studies. – W świetle tej analizy zleciłem Siłom Obronnym Izraela przygotowanie szeregu planów operacyjnych, oprócz już istniejących.

– Analizujemy te plany i będziemy nad nimi pracować w przyszłym roku – dodał Kochawi. – Do rządu będzie należeć decyzja co do ich wykorzystania, ale plany muszą istnieć i musimy je przećwiczyć.

Z powyższymi decyzjami koresponduje podróż Kochawiego do Waszyngtonu, w której trakcie doszło do ataku na Karadż. Generał miał przedstawić Amerykanom informacje zgromadzone przez izraelską wspólnotę wywiadowczą, według których Iran stara się oszukać Stany Zjednoczone i inne mocarstwa, negocjując nową umowę nuklearną lub powrót do starej.

Szef izraelskiego sztabu ostrzegł Amerykanów przed ponownym podpisaniem porozumienia nuklearnego z Teheranem. Już wcześniej zapowiadano, że powrót do umowy regulującej irańskiej program nuklearny będzie równoznaczne z wojną. W Waszyngtonie Kochawi spotkał się nie tylko z doradcą amerykańskiego prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego Jakiem Sullivanem, ale również jego specjalistą do spraw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej Brettem McGurkiem oraz specjalną doradczynią prezydenta Carą Abercrombie.

Kochawi rozmawiał też z generałem Markiem Milleyem, przewodniczącym Komitetu Połączonych Szefów Sztabów, i przedstawił Amerykanom informacje wywiadowcze z izraelskich źródeł. Obaj wojskowi podjęli temat potencjalnego zagrożenie ze strony Hezbollahu w Libanie, sprawy nierozłącznie powiązanej z Iranem. Wśród rozmówców Kochawiego byli też inni dygnitarze mający wpływ na politykę obrony i bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych: sekretarz obrony Lloyd Austin, szef Dowództwa Centralnego generał Kenneth McKenzie, szef Dowództwa Operacji Specjalnych generał Richard Clarki i dyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczej William Burns.

W obliczu wymiany ciosów między Iranem i Izraelem, w której niewątpliwie prym wiedzie ten drugi, nie może dziwić, że adwersarze podejmują coraz bardziej brzemienne w skutki decyzje. Wybór twardogłowego Ebrahima Ra’isiego na nowego prezydenta Iranu, w połączeniu z dążeniem Waszyngtonu do podpisania nowej umowy nuklearnej, skłoniły Kochawiego do nakazania niektórym jednostkom przyspieszenia przygotowań do konfliktu zbrojnego z Iranem. Jako powód podano, że nowy świecki przywódca Islamskiej Republiki Iranu powoła 3 sierpnia członków nowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, która ma w pełni przestrzegać jego rozkazów.

Ra’isi na pierwszej oficjalnej konferencji prasowej podkreślił, że stosunki zagraniczne Iranu nie będą uzależnione od decyzji podjętych w ramach porozumienia nuklearnego. Ra’isi jest zdeklarowanym zwolennikiem programu nuklearnego i rakietowego – dwóch bliźniaków, które miały być podstawą potęgi regionalnej Iranu. Nowy prezydent, który obejmie urząd w sierpniu, zapewnia, że negocjacje z innymi państwami w Wiedniu nie będą się toczyć dla samych rozmów, a Iran oczekuje konkretnych decyzji, które mają działać na korzyść państwa.

W zeszłym tygodniu zamknięto elektrownię w Buszehrze, jedyną elektrownię jądrową w Iranie. Przerwa ma potrwać „od trzech do czterech dni”. Wykluczono możliwość sabotażu czy innego celowego działania człowieka, a jako przyczynę wskazano brak możliwości pozyskania części i sprzętu z Rosji z powodu sankcji nałożonych przez USA w 2018 roku. Informacje te jednak można podać w wątpliwość, jeśli prześledzi się historię ataków na instalacje nuklearne w Iranie. Nie trzeba zresztą sięgać daleko. Pierwszym z brzegu przykładem jest kwietniowa akcja przeciwko zakładowi w Natanzie.

Ron Ben Jiszaj, izraelski analityk obrony, napisał na portalu Ynet, że są szanse, iż USA i inne mocarstwa osiągną rozsądny kompromis w sprawie dwóch programów. Na przeszkodzie temu ma jednak stać nowe przywództwo.

Kilka dni temu Jake Sullivan przekonywał, że powstrzymanie irańskiego programu rozwoju broni nuklearnej stanowi dla Waszyngtonu priorytet w stosunkach zewnętrznych. Waszyngton stawia jednak na dyplomację, a nie konflikt zbrojny, do którego wielokrotnie był namawiany przez Izrael. Może to rodzić nieporozumienia w łonie sojuszu o strategicznym znaczeniu dla obu stron. Jednym z rozwiązań jest jednoczesne przymknięcie oka na izraelskie wojenki i kontynuowanie z negocjacji z Ra’isim.

W ubiegłym tygodniu Departament Sprawiedliwości ogłosił jednak, iż administracja Bidena zablokowała trzydzieści trzy oficjalne irańskie serwisy informacyjne, które Teheran miał wykorzystać do dezinformacji. Pozwala to sądzić, że Iran ma do czynienia z polityką kija i marchewki. Za bardziej radykalne rozwiązania odpowiedzialni są Izraelczycy, Waszyngton zaś stara się uśpić czujność spadkobierców dumnych Persów i proponuje dyplomację.

Andrzej Pawłowski.